Test Western Blot na boreliozę

 

Mnie osobiście nigdy nie ugryzł kleszcz. To było dosyć dziwne, za dzieciaka bardzo często biegałam po miejscach, w których powinno o to być dosyć łatwo, czyli łąkach z wysoką trawą, czy lasach. Bardzo możliwe, że to z tego powodu nigdy za bardzo się tym nie przejmowałam i mając własne dzieci zapominałam odruchowo, że kleszcze mogą przysporzyć bardzo wiele problemów i są źródłem potencjalnie bardzo groźnych chorób. Niestety przekonałam się o tym bardzo dobitnie.

Testy na boreliozę – najlepsze Western Blot

western blot boreliozaPewnego leniwego weekendu, kiedy razem z rodziną oglądaliśmy telewizję, nagle w informacja pojawił się temat kleszczy. Nieoczekiwanie nasza córka powiedziała, że jakiś czas temu taki kleszcz ją ugryzł i musiała go sobie wyciągnąć. Byliśmy w szoku. Nigdy jej nie mówiliśmy, jakie zagrożenie może z tego wypływać, więc nie czuła przymusu podzielenia się taką informacją z nami. Od razu zareagowaliśmy. Musieliśmy sprawdzić, czy nie ma żadnej choroby. Pierwszy test wskazał najgorszą możliwą opcję, czyli, że jakaś choroba się przypałętała. W takiej sytuacji potrzebny był jeszcze test Western Blot borelioza bowiem, czyli choroba kojarzona z kleszczami, potwierdzana jest właśnie tym drugim testem. Bardzo liczyliśmy, że on pokaże wynik negatywny i że ten pierwszy przesiewowy test wskazał nieprawidłowy wynik. Nie pamiętam innego momentu w życiu, w trakcie którego aż tak bardzo bym się denerwowała.

I stało się to, czego tak bardzo chcieliśmy. Test Western Blot wykazał, że boreliozy nie ma i pierwszy test pokazał błędny wynik. Ależ to były świetne informacje. Od razu wyjaśniliśmy córce, że musi nam następnym razem błyskawicznie mówić o takich rzeczach i także pozostałym dzieciom opowiedzieliśmy szczegółowo, czym dokładnie są kleszcze.